6. Greenway Naszyjnik Północy

Odcinek Czersk - Polanów 236 km

    Tu istnieją najgorsze fragmenty trasy z całego Naszyjnika Północy. Na szczęście niezbyt długie. Komuś zupełnie pomieszały się wyobrażenia turystycznej trasy rowerowej z wyczynowym downhillem, czy szlakiem konnym! Rowery pchaliśmy i ciągnęliśmy przez grząskie piaski, strome leśne zbocza i piaszczyste wydmy! Można tędy przeprawiać się rowerem górskim na niedzielnej wycieczce, ale nie z sakwami podczas wędrówki przez Pomorze. Tak było na kilku odcinkach. Reszta już była typowa dla tego szlaku – drogi żwirowe leśne i polne, a czasem asfalt. A na nich perełki naszyjnika: budownictwo sakralne, cmentarzyska skandynawskich Gotów, urokliwe krajobrazy, rwące kręte rzeczki i dzika przyroda. Widzieliśmy z bliska w majestatycznym locie bielika na odległość rzutu beretem.  


Na początek ostatniego odcinka – do Czerska – ruszyłem z kolegą. Właśnie w Czersku zakończyłem poprzedni odcinek szlaku. Postanowiłem dojechać rowerami, ponieważ żaden pociąg nie chciał nas tam dowieźć. Połączenia były zbyt skomplikowane. Do przejechania mieliśmy zatem około 120 km. Wyruszyliśmy o ósmej rano i tu zaskoczenie: miasto spowite było gęstą mgłą. W prognozie meteo nie zwróciłem na nią uwagi. Poza miastem mgła była jeszcze większa. Jechaliśmy z duszą na ramieniu, ruchliwą o tej porze drogą do Dębnicy Kaszubskiej. No cóż, to już jesień. Na szczęście po godzinie, półtorej, zaczęło wyglądać słońce i towarzyszyło nam już do wieczora. Było chłodno. Malownicze pajęczyny podświetlane porannym słońcem doczekały się kilku zdjęć. Drugie śniadanie zjedliśmy w Bytowie na skwerku, na ławce przed którą były zamocowane rowerowe pedały! Dla kogo to? Dla rowerzystów, żeby w przerwie w podróży nie odwyknąć od pedałowania, czy dla tych, którzy dopiero zaczynają jazdy rowerem? W każdym razie – bardzo ciekawy pomysł, z którym się jeszcze nie spotkałem. Na trasie dojazdowej do Czerska nie brakowało atrakcji. Ciekawym kościołem był drewniany kościół w Sominach, niestety zamknięty. Ta letniskowa wieś kaszubska leży na północnym brzegu jeziora Somińskiego, na obrzeżach Zaborskiego Parku Krajobrazowego. Dawny luterański zbór konstrukcji zrębowej, wzniesiony został w latach 1755-57 przez cieślę Westphala z Bytowa. W XIX wieku świątynię powiększono, dobudowując do niej od frontu wieżę z ostrosłupowym hełmem. Dokonali tego budowniczowie - Vosso z Lęborka i Golmer z Bytowa. Kolejna rozbudowa miała miejsce na początku XX wieku, podczas restaurowania budowli. Dostawiono wtedy zakrystię oraz wymieniono okna i drzwi. Ściany kościoła, dach oraz hełm wieży pokryte są gontem, który dodaje budowli charakterystycznego uroku. Kolejne rozbudowy nadały mu niepowtarzalny wygląd.

                                                                                                                                     Kliknij na pokaz slajdów 

                                                                                                                                                                                                 (album zawiera zdjęcia z trzech etapów)

Greenway Naszyjnik Północy

Do Czerska dojechaliśmy późnym popołudniem i zrobiliśmy tu zasadnicze zakupy. W mieście wjechaliśmy na szlak Naszyjnika Północy i ruszyliśmy dalej. Przenocowaliśmy 10 kilometrów na północ od miasta. Mieliśmy za sobą 130 km. W następnych dniach przejeżdżaliśmy już znacznie mniej. Tereny były ciekawe, a przede wszystkim to piaszczyste drogi znacznie spowalniały jazdę. Dzienne przebiegi wahały się w granicach 65 - 75 km. Tylko ostatniego dnia przy dojeździe do domu nocą, osiągnęliśmy 90 km. Zbliżał się chłodny wieczór. Mieliśmy rozległy widok na zachodzące słońce. Coraz częściej słychać było klangor żurawi chociaż myśleliśmy wcześniej, że już odleciały. Przelatywały nad nami licznymi kluczami. Leciały też dzikie gęsi. Ładnie wyglądały ich czarne sylwetki na tle zachodzącego słońca. Spotykaliśmy je też z rzadka na polach. Klucze ptaków przelatywały zresztą nie tylko o zmroku. Słyszeliśmy i widywaliśmy je często. Temperatura nocą spadła do 9 stopni. W czasie kolejnych nocy odnotowywałem temperatury w granicach 7 – 10 stopni. Nie myślcie jednak, że w namiocie było mi chłodno. Wcale nie było. Byłem na to przygotowany. Tylko na rajdzie Green Velo po Podlasiu, na który wziąłem cienki letni śpiwór, czasem odczuwałem chłodek. Ciemność zapadła już przed dwudziestą, więc trzeba było dostosować rytm życia do jesiennych dni.

Pierwszą perełką naszyjnika na tym wyjeździe były kręgi w Odrach, do których dojechaliśmy, bladym świtem po 7 kilometrach doliną Wdy. Cmentarzysko kultury wielbarskiej przypisywane jest wędrówce Gotów i Gepidów ze Skandynawii nad Morze Czarne. Leży na terenie rezerwatu przyrody Kamienne Kręgi. Obejmuje 10 kręgów kamiennych i 29 kurhanów. Było miejscem zwoływania rodowo - plemiennych zgromadzeń oraz miejscem grzebania zmarłych. Ekspozycja składa się z dwóch części: w pierwszej zaprezentowano najcenniejsze znaleziska archeologiczne, dokumentujące kulturę

materialną i duchową Gotów, (ceramikę, biżuterię, przybory
i narzędzia), makietę cmentarzyska, plansze objaśniające
i rekonstrukcje grobów. Część przyrodnicza pokazuje wiele niezwykle cennych gatunków porostów występujących na terenie rezerwatu oraz Borów Tucholskich (w rezerwacie rozpoznano 80 gatunków, niektóre z nich znane są w Polsce jedynie ze stanowiska w Odrach). Przez niektórych badaczy kręgi traktowane są również jako hipotetyczne obserwatorium astronomiczne. Przez innych uznawane są za miejsce energetyczne, „miejsce mocy”. Wśród kręgów wyznaczone zostało specjalne miejsce nazwane elipsą, gdzie według radiestetów skupiają się energie Ziemi i Kosmosu, a dzięki ich szczególnej koncentracji jest to strefa niezwykle pozytywnej energii. Odwiedzający to miejsce mogą zatem zaznać jego dobroczynnego oddziaływania. Radiesteci i zwolennicy paleoastronautyki doprowadzają do dewastacji stanowisk. Dochodziło do przypadków kradzieży i przestawiania kamieni. Osoby poszukujące kontaktów z rzekomą „energią” wbrew zakazowi dotykania głazów, ocierają się o nie
i obejmują, niszcząc w ten sposób objęte ochroną rzadkie gatunki porostów rosnące na ich powierzchni (źródło: kaszubybezbarier.pl, bory.tucholskie.pl, wikipedia).
Stąd po kilkunastu kilometrach dojechaliśmy do letniskowej wsi Wiele, położonej nad jeziorem Wielewskim. Spędziłem tu w zeszłym roku kilka dni w domku nad jeziorem. Zrobiło się ciepło, wietrzyk dopisywał, łagodne zjazdy i podjazdy nastrajały optymistycznie. Wokoło folklor. Wiele znane jest przede wszystkim
z kalwarii, chociaż nie tak starej i rozległej jak wejherowska. Jej budowę rozpoczęto w 1915 roku z inicjatywy miejscowego proboszcza ks. Józefa Szydzika (zamordowanego przez Niemców
w 1939 roku). Była ona początkowo swoistą ofiarą złożoną w intencji szczęśliwego powrotu mężczyzn, którzy walczyli w wojsku niemieckim na frontach I wojny światowej, później zaś dziękczynieniem za odzyskanie niepodległości. Kalwaryjska 
ścieżka zaczyna się we wsi i wzdłuż jeziora prowadzi na Białą Górę, która w mistycznej topografii tego miejsca jest jednocześnie Góra Oliwną, Górą Syjon i Golgotą. Większość kaplic ma formy secesyjne. Najstarsze z nich zostały zaprojektowane i ozdobione głównie przez artystów niemieckich z Monachium, Berlina i Lipska. W Wielu urodził się jeden z najlepszych poetów i publicystów kaszubskich Hieronim Derdowski, autor słynnego zdania "Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski". Jego pomnik znajduje się w centrum wsi. Od wielu lat organizowany jest tutaj Turniej Gawędziarzy Ludowych oraz część koncertów w ramach Międzynarodowego Festiwalu Folkloru (polskaniezwykla.pl).

Stąd zmierzaliśmy dalej w kierunku północno – zachodnim do doliny rzeki Młosina i wsi Leśna położonej między jeziorami Leśno Dolne i Leśno Górne na południowo - zachodnim krańcu Pojezierza Kaszubskiego. Prawdziwą perełką jest tu modrzewiowy kościół. Jest zabytkiem architektury drewnianej, pochodzi z 1650 roku. Został ufundowany przez królową

Marię Ludwikę Gonzaga (żonę dwóch polskich królów: Władysława IV i Jana II Kazimierza).W związku z tym od początków swego istnienia znajdował się pod patronatem królewskim. Obecny wygląd świątyni jest wynikiem jej budowy w kilku etapach. Świątynia ma konstrukcję zrębową z drewna sosnowego. Wyróżnia ją wieża zwężająca się ku górze oraz charakterystyczna dla południowej Polski, izbica. Zarówno ściany wieży, jak też jej zwieńczenie pokryte są gontem świerkowym. Dzwonnica ma wysokość 32 metrów i jest najwyższą w Polsce budowlą drewnianą. Jest ona starsza od kościoła gdyż początkowo była dzwonnicą wolnostojącą na terenie cmentarza. Kościół ze względu na nietypowy styl architektoniczny, jak i zachowane zabytkowe wyposażenie jest niezwykle cennym zabytkiem drewnianej architektury sakralnej. Jest to jedyna trójnawowa pomorska świątynia drewniana. Główne wejście umieszczono w północnej ścianie, odstępując od tradycji sytuowania wejść w elewacji południowej lub zachodniej. Na uwagę zasługuje barokowe wnętrze kościoła, a w szczególności klasycystyczna chrzcielnica z początku XIX wieku. Wyposażenie kościoła stanowią również dwa dzwony z 1902 roku i jeden z 1939 roku oraz wspaniałe organy i XVII - wieczne ołtarze. Pełen uroku drewniany kościół, w którego wnętrzu czas się zatrzymał, na długo pozostaje w pamięci. Mieliśmy szczęście i za wiedzą księdza proboszcza udało się nam wejść przez zakrystię, ponieważ kościół był zamknięty. Leśno słynie też z kurhanowego cmentarzyska z grobami skrzynkowymi z epoki brązu. Największy kurhan z kręgiem kamiennym ma średnicę 26 metrów,
a w jego środku na szczycie stoi stela. Kręgi, wieńce i wielkie kamienne stele były prawdopodobnie kręgami sędziowskimi, w których rozsądzano zwykłe, codzienne zatargi i spory. W niewielkich kamiennych komorach grobów skrzynkowych umieszczano gliniane popielnice z prochami zmarłych. Istnieje tu 57 grobów ludności kultury wielbarskiej, m.in. 13 kurhanów i 15 wieńców kamiennych związanych z osadnictwem gockim. Poza tym natrafiono na 20 grobów skrzynkowych oraz 7 grobów jamowych i popielnicowych z urnami twarzowymi ludności kultury pomorskiej.
Stąd już doliną rzeki Zbrzycy zmierzaliśmy na zachód do Parszczenicy. Mijaliśmy jeziora Babionek Mały i Duży, Milachowo, Szeczonek, Laska, Księże i Długie. Szczególnie urokliwy zakątek utkwił mi w pamięci w malutkiej wiosce Widno. Leży nad zakolem Zbrzycy między jeziorami Milachowo i Szeczonek. Kilka kolorowych starych zadbanych gospodarstw, kilka daczy, pole namiotowe. Niezapomniane, bo znajduje się na nim ogólnodostępny czynny piec chlebowy. Suszyły się w nim pokrojone jabłka. Z Widna pochodzi tytułowe zdjęcie na górze strony. Jest to bodajże miejscowa leśniczówka. W końcu objechaliśmy jezioro Parszczenica i za wioską o tej samej nazwie skierowaliśmy się ostro na południe w stronę Człuchowa.

Przenocowaliśmy nad jeziorem w sosnowym lesie na wzgórzu. Unikaliśmy jak ognia malowniczych łączek nad jeziorami, których wyszukuje się zwykle upalnym latem. Teraz to już nie ta pora. Teraz nad nimi nocami wstają chłodne wilgotne mgły. Namiot rano ocieka wodą, jak po ulewnym deszczu. Tego wieczoru miało to szczególne znaczenie, gdyż w gospodarstwie nad jeziorem, w którym braliśmy wodę, powiedziano nam, że ostatniej nocy był przymrozek. Rano ruszyliśmy dalej wzdłuż Zbrzycy. Po drodze wykonaliśmy jeszcze kilka zawijasów, które wyczynia tu szlak. Tym pojezierzem ominęliśmy szerokim łukiem miasteczko Brusy, biorące teraz udział w plebiscycie „Jesiennej Stolicy Kaszub 2015”. Brusom udało się zwyciężyć w letniej i jesiennej edycji w 2014 roku. Głosowanie odbywało się na dwóch stronach internetowych: pięknekaszuby.pl i pulskaszub24.pl. Dlaczego Naszyjnik Północy omija ten szlak?
To takie retoryczne pytanie z mojej strony. 

Długo jechaliśmy przez Zaborski Park Krajobrazowy, naprawdę wart zwiedzenia (gminy Brusy i Chojnice). Zajmuje on duży obszar w północno - zachodniej części Borów Tucholskich. W krajobrazie przeważają piaszczyste równiny sandrowe, zwane Wielkim Sandrem Brdy. Wiedzie tędy dużo różnorodnych szlaków rowerowych, pieszych i wodnych. Główną arterię wodną Borów Tucholskich stanowi Brda. Większe jej dopływy to: Chocina, Zbrzyca, Młosina i Kłonecznica. Zbliżaliśmy się do nich na trasie. Gdzieś tutaj przy szerokiej leśnej drodze dostrzegliśmy bielika. Podniósł się z gałęzi niedaleko przed nami, okrążył nas i z wolna zaczął się oddalać. Pierwsza myśl, to sięgnąć po aparat! Żal jednak było uronić chociażby kilka sekund z tego majestatycznego lotu. Wyraźnie było widać głowę, jasne upierzenie szyi i żółty dziób. Robił wrażenie. To nie to, co widok olbrzymiego brunatnego ptaka w wolierze. Na tle błękitnego nieba, w swobodnym locie prezentował się okazale. Rozpiętość skrzydeł bielików dochodzi do 2,5 metra. Żałuję więc, że to zdjęcie obok nie jest moje, lecz pochodzi z netu.

Przez letniskowe Swornegacie leżące nad Brdą w malowniczym zakątku Ziemi Zaborskiej, dotarliśmy do jeziora Karsińskiego. Zwiedziliśmy tu neobarokowo - modernistyczny kościół św. Barbary z 1912 roku. Dawny drewniany kościół 

z 1742 roku przeniesiony został do Kaszubskiego Parku Etnograficznego we Wdzydzach. Jest tu też Kaszubski Dom Rękodzieła Ludowego, w którym eksponowane są pamiątki i dobra kulturowe kaszubskiej wsi. Są tu narzędzia i sprzęty używane dawniej w gospodarstwie domowym, przy uprawie roli oraz eksponaty sztuki ludowej. Mieści się tu punkt informacji turystycznej, a na zewnątrz - ciekawa tablica multimedialna. Trochę się zmieniło od czasów, gdy jeździłem tu na żagle, a w miejscowej przystani zimował nasz jacht Sportina. Wypoczynkowo – żeglarskie oblicze miejscowości widoczne jest na każdym kroku. Dalej na południu na przesmyku pomiędzy jeziorami Karsińskim i słynnym Charzykowskim leżą Małe Swornegacie. Tu należało kłaść maszt, by przejść wąską rzeczką pod mostem na jezioro Charzykowskie. Stąd niespodziewanie dla mnie, szlak skręca ku zachodowi. Wolałbym przejechać wschodnim brzegiem wzdłuż owego jeziora Charzykowskiego przez znaną miejscowość żeglarską Funka do Charzykowych. Za wsią Małe Swornegacie, a przed Babilonem na 
piaszczystych sandrach porośniętych lasami sosnowymi, zaczął się ów najtrudniejszy odcinek szlaku rowerowego. Są tu najgorsze fragmenty trasy z całego Naszyjnika Północy. Jak już pisałem na wstępie, komuś zupełnie pomieszały się wyobrażenia turystycznej trasy rowerowej z wyczynowym downhillem, szlakiem konnym, czy pieszym! Obładowane rowery pchaliśmy i ciągnęliśmy przez grząskie piaski, strome leśne zbocza i piaszczyste wydmy! Można tędy przeprawiać się rowerem górskim na niedzielnej wycieczce, ale nie z sakwami podczas wędrówki przez Pomorze. Tak było na kilku odcinkach, na szczęście niezbyt długich. Następnie zatrzymaliśmy się w Polnicy. Są tu dwa kościoły, każdy ciekawy i każdy inny. Niestety pierwszy szachulcowy był zamknięty, a drugi ceglany nieczynny. Pierwszy wzniesiono w XVI wieku. Pierwotnie był to zbór ewangelicki, który potem stał się kościołem katolickim. Podczas wojen szwedzkich budowla uległa częściowemu zniszczeniu. W 1789 roku do ocalałej drewnianej wieży dobudowano nową nawę i prezbiterium konstrukcji szkieletowej z ceglanym, otynkowanym wypełnieniem. Wieża ma konstrukcję szkieletową i jest oszalowana deskami. Wieńczy ją ośmioboczna iglica z hełmem. Zabytkowy dzwon pochodzi z 1643 roku. W kościele znajdują się barokowe elementy wyposażenia: ambona, ołtarz, chrzcielnica i ławki. Są to dzieła wpisane do rejestru zabytków. Drugi kościół pw. Św. Józefa jest zbudowany z cegły i powstał w 1912 roku dla ewangelików, których wówczas wielu zamieszkiwało Polnicę. Po drugiej wojnie światowej kościół przekazano katolikom. Ten kościół jest używany rzadziej, latem odprawiana jest jedna niedzielna msza, a przez cały rok odbywają się pogrzeby. Z Polnicy już tylko krok do znanego nam Człuchowa. Nie zwiedzaliśmy go więc, a ponieważ było już późne popołudnie, to pomknęliśmy dalej na północny – zachód w kierunku jeziora Krępsko. W Sieroczynie przed noclegiem zaopatrzyliśmy się w wodę. Było to gospodarstwo z olbrzymim dymiącym ogniskiem zasnuwającym dymem całą równinę aż po horyzont. Wiedzieliśmy więc, że tam ktoś jeszcze nie kładzie się do snu. Przez Rezerwat Sosny dojechaliśmy do Krępska z drewnianym czarnym kościołem na wzniesieniu. Przenocowaliśmy w okolicach jeziora Krępsko, ale z dala od tafli jeziora, na górce w sosnowym lesie. Noc zapowiadała się chłodna więc nie chcieliśmy się znaleźć wśród porannych mgieł w mokrym namiocie. Tym razem znów był suchy. Obudził się kolejny dzień wyprawy. Pobliska dolina spowita była mgłą. Nad głowami znowu ciągnęły klucze ptactwa. Zaczęliśmy się przedzierać leśnymi dróżkami przy południowym brzegu jeziora Krępsko w rejonie Garska. Teren był pagórkowaty, miejscami podmokły, na wąskich dróżkach gałęzie zwisały nad głowami. Niekiedy trzeba było rowery pchać pod górę. Słonecznie i chłodno, ale wystarczało kilka takich etapów, by się rozgrzać. Po drodze oglądnęliśmy kościół w Gwieździnie. Robotnicy układali chodnik wokół niego.
 
Gdy zagadnąłem, czy otwarty, zapytali co chcemy ukraść. Takie lokalne poczucie humoru. Wiem, że nie wszędzie po wioskach rowerzyści są tak postrzegani. Jezioro Szczytno objechaliśmy wzdłuż zachodniego brzegu. Zmierzaliśmy do Pakotulska słynnego z rezerwatu kormoranów. Potwierdziło się jednak domniemanie, że ich nie ma tam już od dawna. Byłem tam przed laty, dokładnie na terenie rezerwatu i też ich wtedy nie było. Tak opowiadała miejscowa ludność. Znam okolice dokładnie, ponieważ regularnie bywałem tu od lat na rodzinnych wyjazdach nad jeziorem Szczytno w domku na wschodnim brzegu. Żeglowałem też po nim, również na desce windsurfingowej. Byłem też tutaj na spływie kajakowym Brdą. Szczególnie zapadł mi w pamięci odcinek rezerwatu przyrody „Przytoń”. Rzeka ma tu charakter przełomowy, krótki i piękny, choć momentami uciążliwy z powodu wielu zwalonych potężnych buków i sosen. Występują tu bystrza i płycizny, a stary drzewostan porastający strome zbocza dochodzi do rzeki. Jest tu wiele drzew powalonych przez bobry, pomiędzy którymi należało przeciskać się kajakiem. W głębokim wąwozie o ścianach wznoszących się na kilkanaście metrów, nasze rozmowy słychać było z pogłosem, jak w studni.

Dalej dojechaliśmy do Koczały, której neogotycki, stuletni kościół góruje nad okolicą. Niedawno przeszedł gruntowny remont i wygląda jak nowy. Wyposażenie jest barokowe, uratowane przez wiernych z drewnianego kościoła. We wnętrzu znajdują się: późnobarokowy ołtarz główny z pierwszej połowy XVIII wieku z dwoma obrazami na płótnie, późnobarokowy lewy ołtarz boczny św. Marii Magdaleny z roku 1701, rokokowy prawy ołtarz boczny z początku XVIII wieku z późnobarokowym obrazem Matki Bożej Bolesnej, późnobarokowa ambona z początku XVIII wieku ze sławnym biblijnym Samsonem oraz rokokowa chrzcielnica z pierwszej połowy XVIII wieku. W świątyni znajdują się również zabytkowe organy. Wokół tutejszej szkoły podstawowej znajduje się arboretum z ciekawymi okazami, po którym oprowadził nas pracownik zajmujący się jego pielęgnacją. Był dumny ze swoich dokonań i zatroskany jednocześnie o ich wyniki. Za Koczałą szlak skręcił na wschód do Białego Boru. W oddali minęliśmy byłe lotnisko wojskowe w Pieniężnicy. W 1985 roku w Koczale doszło do katastrofy samolotu i śmierci pilota. Katastrofie uległ wojskowy samolot MiG-23MF z 28 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Redzikowie. Pilot po przechwyceniu celu na wysokości około 1150 metrów, chcąc wyprowadzić samolot ze strefy przechwycenia wykonał zbyt energiczny wywrót przez prawe skrzydło. W efekcie maszyna wpadła w lot nurkowy.

Biały Bór znany jest głównie ze stadniny koni stylizowanej na dawny dwór szlachecki, będącej dawniej Zakładem Treningowym Skarbu Państwa. Obecnie stadnina jest dzierżawiona przez firmę prywatną. Wśród kierowców miasto cieszy się złą sławą z powodu złośliwego fotoradaru Straży Miejskiej. Prędkość na głównej ulicy ograniczona jest do 40 kilometrów, więc jak tu żyć? Radar zbiera obfite żniwo nabijając kabzę miastu. Znana jest tu oczywiście cerkiew sanktuarium Narodzenia Przenajświętszej Bogarodzicy, zbudowana według projektu i z dekoracją malarską niedawno zmarłego Jerzego Nowosielskiego, znanego malarza, rysownika, scenografa, filozofa i teologa prawosławnego. Nowosielski uważany jest za jednego z najwybitniejszych współczesnych malarzy ikon. W pobliżu znajduje się pomnik Tarasa Szewczenki, ukraińskiego poety narodowego, malarza, przedstawiciela romantyzmu. Taras Szewczenko jest również przedstawicielem literatury rosyjskiej. Niemal wszystkie jego powieści i większość dramatów zostało napisanych po rosyjsku, podczas gdy utwory poetyckie pisał w języku ukraińskim. W parku znajduje się podstawa po pomniku Fryderyka Wilhelma III. Wymienione są na niej między innymi, nazwiska żołnierzy poległych w walkach o wyzwolenie Niemiec w latach 1866 i 1870 – 1871. Pierwotnie pomnik ten z rzeźbą niemieckiego cesarza Fryderyka Wilhelma III znajdował się w Gniewkowie koło Torunia. Został tu przeniesiony po I wojnie światowej. Obok stoi obelisk poświęcony żołnierzom Armii Czerwonej. Nocowaliśmy za Białym Borem. Z końcem tego dnia i w następnym, dokuczał nam silny boczny wiatr. Przechodził front atmosferyczny, za którym nadciągało zimne powietrze. Obawiałem się spadających na namiot gałęzi z drzew. szarpanych wiatrem. Uznałem jednak, że to co miało już spaść, leży obok namiotu. A było tego kilka konarów i wiele innego drobiazgu. W namiocie słyszałem już tylko szum wiatru i szelest spadających igiełek i patyczków. Kluczy ptaków już tej nocy nie było słychać. Nie przebijały się przez szum drzew. Wieczorem mieliśmy 13 stopni, w nocy temperatura spadła do 7, a gdy spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę, znowu spadła do 6. Zaczął się ostatni dzień wędrówki. Taka temperatura utrzymywała się jeszcze do południa. Stąd zmieniliśmy kierunek na północno – zachodni i poprzez Sępolno Wielkie, Gołogórę oraz Żydowo dojechaliśmy do mety tego odcinka - do Wielina za Polanowem. Mijaliśmy kolejne pola po zbiorach, sady jeszcze z owocami i pracujące ciągniki. Na początku przy drodze obok olbrzymiej żwirowni, do której w kolejce ustawiały się ciężarówki, minęliśmy bunkier Wału Pomorskiego. W Sępolnie Wielkim na cmentarzu przy szachulcowym kościółku św. Wojciecha (dawny ewangelicki, pochodzący z 1685 roku), pod dębem będącym pomnikiem przyrody, znajduje się symboliczne epitafium poświęcone porucznikowi Kurtowi Humelowi z 9. pułku huzarów, który w 1908 roku zginął w trakcie lotu balonem nad Morzem Północnym. Pochodzący z Sępolna lotnik brał udział w prestiżowych zawodach o puchar Gordona Benneta. Mieszkańcy Sępolna Wielkiego opowiadali, że tuż przed katastrofą balonu, na kawałku koszuli wypisał pożegnanie i zamknął je w butelce. Ta butelka po kilku latach została wyłowiona z morza i jak głosi wieść gminna - spoczywa pod cmentarnym kamieniem. 

Potem wdarliśmy się na Gołogórę znaną z Radiowo - Telewizyjnego Centrum Nadawczego. Centrum zostało uruchomione w 1965 roku. Dwa stalowe maszty z odciągami linowymi (wyższy ma wysokość 270 metrów, niższy 114,8 metrów) widoczne są z daleka. Obiekt obejmuje sygnałem radiowo - telewizyjnym znaczną powierzchnię, tj. wschodnią część woj. zachodniopomorskiego oraz zachodnią część woj. pomorskiego. Stąd odbieramy sygnały radiowe i sygnał cyfrowej telewizji naziemnej. Trzeba mocno zadzierać głowę, by ujrzeć wierzchołki tych masztów. 
W pobliskim Żydowie od 1971 roku działa elektrownia wodna szczytowo-pompowa. Do produkcji energii elektrycznej wykorzystuje się różnicę poziomów wody, wynoszącą 80 metrów pomiędzy górnym jeziorem Kamiennym i dolnym Kwiecko. Szlak omija miejscowość  Żydowo i pomyka pagórkami do Polanowa. Mocny wiatr był mniej odczuwalny w tym zalesionym i zakrzewionym terenie. Tu do naszej diety doszły orzechy laskowe, na aleję których trafiliśmy przy szlaku. Pierwszy raz widziałem leszczynę tak obfitującą w owoce. Łuskałem je w domu jeszcze przez kilka dni. 
Po dotarciu do Wielina, w którym samotnie przed rokiem zacząłem przygodę 
z Naszyjnikiem Północy, skierowaliśmy się do Słupska. Do domów dojechaliśmy już po ciemku. Cała trasa wraz z dojazdem do Naszyjnika i drogą powrotną, liczyła około 400 kilometrów i zajęła nam pięć dni. Do przejechania pozostał mi jeszcze około 100 kilometrowy odcinek na południu tej pętli w rejonie Kalisza Pomorskiego. Nie przejechałem go wcześniej z powodu pory deszczowej.

Przebyta trasa znajduje się tutaj


 
Barokowe wnętrze kościoła w Koczale

Comments