3. Trzy dni, trzy krainy. Żuławy, Kaszuby i Pomorze Zachodnie.


    Tegoroczna Majówka znowu nie zapowiadała się upalna. Nocami można było spodziewać się przymrozków, ale dni dni były bezdeszczowe i słoneczne. Wybrałem się z Tczewa do Gdańska wzdłuż Wisły, potem przez Kaszuby do Słupska i kolejnego dnia dalej, do Koszalina - tam i z powrotem.

    Jedynie pierwszy dzień przez krainę Mennonitów był uciążliwy dla rowerzysty z powodu chłodu i silnego, porywistego, przeciwnego wiatru. Jechałem wzdłuż Wisły niebieskim Szlakiem Nadwiślańskim, polnymi drogami w pobliżu wałów przeciwpowodziowych, a niekiedy po ich koronie. Szczególnie wtedy, gdy dałem się zwieść szczerbatej dziewoi - słuchając jej rady -  gdy usiłowałem sobie skrócić drogę, a potem musiałem pchać rower po zatrawionym wale przez trzy kilometry. Przyroda była od niej o niebo piękniejsza i wynagrodziła mi to wspaniałymi widokami.

Ponieważ jest to szlak pieszy, w sam raz nadawał się do mojego przejazdu, gdyż tym razem zamierzałem spokojnie i bez pośpiechu powędrować z aparatem fotograficznym. Szlak obejmuje tereny Dolnego Powiśla i Wielkie Żuławy Wiślane. Poprowadzono go ze Sztumu do ujścia Wisły, mając na uwadze liczne miejsca i zabytki o znaczeniu historycznym. Wzdłuż Wisły wędrowałem już we wrześniu ubiegłego roku Czarnym szlakiem Doliną Dolnej Wisły od Tczewa do Ciechocinka.oraz na początku kwietnia tego roku Zachodnim brzegiem Doliny Dolnej Wisły. Trasy wiodły na południe od obecnego odcinka
Szlakiem Nadwiślańskim warto się wybrać, ponieważ wiedzie malowniczymi zakątkami Żuław. Spotyka się niekiedy chaty podcieniowe, często podupadłe i stojące już tylko z przyzwyczajenia. Większość jest zamieszkałych.
Charakterystyczne są tu murowane kościółki z sześciokątnymi drewnianymi wieżami, jak np. w Lisewie Malborskim, tuż za słynnym mostem w Tczewie. Od jednego pola rzepaku do drugiego, wiodą wiejskie drogi, obowiązkowo obsadzone wierzbami. Nawierzchnię często stanowią płyty drogowe, mija się pomniejsze mostki i kanały. Potężne wietrzysko wzbijało tumany pyłu z gliniastych pól. Podmuchy utrudniały utrzymywanie się na wąskich ścieżynkach.

Wisła wcale nie była modra. W szerokim korycie brunatną wodę pokrywały białe grzywy fal, jak na jeziorach. Widywałem różnej wielkości jachty motorowe, żaglowych nie było. W pewnym momencie, za kolejnym zakolem dostrzegłem duży jacht tkwiący na mieliźnie. Wydawałoby się, że głębokość powinna być tu znaczna, a jednak... Załoga mozolnie usiłowała bosakami spychać jednostkę na głębszą wodę. Grzywacze rozbijały się o burtę. Pojechałem dalej. Z czasem dostrzegłem tę jednostkę płynącą w kierunku Zatoki Gdańskiej. Kłopoty mieli już za sobą. W ubiegłych wiekach Wisła stanowiła ważną arterię komunikacyjną łączącą południe kraju z Pomorzem. Płynęły tędy barki i statki kupieckie, spławiano drewno, ładunki przeładowywano na statki morskie, wyprawiające się na zamorskie lądy. Stamtąd płynęły towary w głąb kraju. Teraz transport rzeczny stracił na znaczeniu, jego rolę przejął transport kolejowy i drogowy. Przy niższych stanach wody Wisła na niektórych odcinkach przestaje być spławna. Gdy we wrześniu jechałem wzdłuż niej na południe do Ciechocinka, w wielu miejscach ponad lustro wody wystawały piaszczyste łachy.

    
W niedalekiej przyszłości mam zamiar cofnąć się dalej na południe, do źródeł tej najdłuższej polskiej rzeki (
o długości 1047 km) i jednocześnie najdłuższej rzeki uchodzącej do Morza Bałtyckiego. Jej źródła znajdują się na wysokości 1107 m npm, na zachodnim stoku Baraniej Góry w Beskidzie Śląskim. Gdybyż tak jeszcze można by cofnąć się w czasie, gdy wśród przepastnych puszczy słychać było szczęk oręża polskich wojów, a na rozstajach dróg grasowali brodaci rabusie. Od roku 1242 trwała długoletnia wojna krzyżacko - pomorska o swobodny spław na Wiśle. Świętopełk naraził się Krzyżakom, kiedy zaczął pobierać cło od statków zakonnych, w komorze celnej w Sartowicach koło Świecia. Dziś stoi tam na wysokim brzegu flisackie sanktuarium, które odwiedziłem w kwietniu. W resztkach dawnych borów rosną jeszcze wiekowe dęby, niemalże pamiętające owe czasy.
 

   Część mojej dalszej trasy biegła oznakowanym Szlakiem Mennonitów

przez rozległą równinę Żuław. Wśród wiejskich zabudowań wyróżniały się charakterystyczne mennonickie domy podcieniowe, mijałem kilka malutkich mennonickich cmentarzy, pola pocięte były kanałami melioracyjnymi obsadzonymi rosochatymi wierzbami. Ich przepastne dziuple muszą z pewnością zagadkowo wyglądać w czasie księżycowych nocy. Wiele dawnych zagród i chat wybudowano na sztucznie usypanych pagórkach, w obawie przed nierzadkimi dawniej powodziami. To właśnie do ochrony przed powodziami sprowadzono z Fryzji i Niderlandów w XVI – XVII wieku owych Olędrów, by zmeliorowali deltę Wisły, z czym sobie świetnie poradzili. Oprócz umiejętności melioracji reprezentowali wysoką kulturę rolną. Byli również wówczas najzamożniejszą grupą chłopów.

    Niebieski Szlak Nadwiślański kończy się w Mikoszewie, gdzie rozpoczyna się Szlak Jantarowy. Późnym popołudniem wjechałem do Gdańska. Na wielu ścieżkach rowerowych ustawione są liczniki zliczające przejeżdżających rowerzystów. Ja dzisiaj byłem tu 1313 kolejnym i 99801 rowerzystą w tym roku.
    Po noclegu w Gdańsku ruszyłem w powrotną drogę do Słupska. Kaszuby niezmiennie cieszą oko i radują serce swoimi krajobrazami, pagórkami i dolinkami z licznymi jeziorami. Najpiękniejszą gminą według mnie, jest Chmielno ze słynną rodzinną ceramiką Neclów, ale też z dziwacznym i niedokończonym pałacem w Łapalicach. W wędrówce nie można pominąć XIV wiecznej kolegiaty w Kartuzach – dawnego klasztoru Kartuzów,
o specyficznym kształcie dachu, przywodzącym na myśl wieko trumny. Odzwierciedlał typowe dla tamtych czasów motto ”Memento Mori”, przypominając wiernym o marności ziemskiego istnienia.

Kolegiata w Kartuzach

Zaprzeczeniem takiego podejścia do życia jest bogactwo wnętrza świątyni - gotycki ołtarz w kaplicy bocznej, manierystyczny ołtarz główny w prezbiterium, przepiękne barokowe stalle oraz skórzane tapety - tzw. kurdybany, które podobno były trofeum wojennym Jana III Sobieskiego spod Wiednia. Dreszcz wzbudza biała kostucha nad wejściem pod chórem, miarowo poruszająca kosą, odmierzając czas.

Nieopodal w Sianowie znajduje się Sanktuarium Matki Boskiej Sianowskiej Królowej Kaszub. Obecny kościół o konstrukcji szkieletowej z drewnianą dzwonnicą powstał w roku 1816 w miejscu starego kościoła, strawionego przez pożar. Sanktuarium zajęło pierwsze miejsce w plebiscycie portalu naszemiasto.pl "Perły w Koronie Pomorza 2009", przeprowadzonym pod patronatem Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej.

Wędrowałem tędy wielokrotnie, bywałem też na żaglach nie tylko na największym Jeziorze Wdzydzkim (słynny skansen we Wdzydzach Kiszewskich), więc tym razem nie będę opisywał tych uroków krainy, zwanej bez przesady Szwajcarią Kaszubską.


Po noclegu w Słupsku wybrałem się z kilkuosobową grupką rowerzystów do Sanktuarium Maryjnego na Górze Chełmskiej w Koszalinie.






Comments