4. Kajakiem i statkiem po Gdańsku

  
    Pogoda wreszcie przypomniała sobie, iż ma w zanadrzu ciepłe dni. Skończyło się zimno i pluchy. Mogłem więc zrealizować drugą część planów, która była zawarta w majówkowym wyjeździe nad Zatokę Gdańską Lądem i wodą po Trójmieście. Wybrałem się kajakiem po Gdańsku. Przystań i wypożyczalnia kajaków Żabi Kruk dysponuje dużą ilością kajaków jedno- i dwuosobowych oraz canoe, więc nawet w słoneczne dni ich nie brakowało dla chętnych przeżycia przygody na wodzie. Na trasie na niektórych odcinkach spotykałem licznych kajakarzy, a nawet rodzinki z dziećmi. Są dwie trasy proponowane przez wypożyczalnię, która nawet daje mapkę, jednak mało dokładną. Mój GPS uzupełniał nawigację. Wybrałem się na dłuższą trasę. Potem odkryłem jeszcze inne, znacznie dłuższe. W Gdańsku szlaki kajakowe mają 25 kilometrów. Trzeba będzie więc tam wrócić. Pływałem kilka godzin uwieczniając na zdjęciach co ciekawsze widoki. Na mojej trasie można wyróżnić trzy odcinki: część starego miasta wzdłuż Motławy z Żurawiem i Sołdkiem, odcinek Polskiego Haka, stoczni i portu – do których nie wolno wpływać oraz długi i cichy rejs wzdłuż dawnych bastionów w południowo-wschodniej części miasta. Na koniec opłynąłem jeszcze Wyspę Spichrzów.

Z wypożyczalni ruszyłem na Motławę w stronę Głównego Miasta. Poruszać trzeba było się prawą stroną,

ponieważ kursuje tu tramwaj wodny z Żabiego Kruka na Westerplatte. Przepłynąłem pod Mostem Popielnym w ciągu ulicy Toruńskiej, minąłem Podwale Przedmiejskie, kładkę przed Bramą Krowią, Miasto Aniołów po prawej i Zielony Most na przedłużeniu Długiego Targu. Tu oczom ukazuje się najbardziej znany gdański widok: Stara Motława, Żuraw i s/s "Sołdek", pierwszy po wojnie zbudowany w Polsce statek handlowy należący obecnie do muzeum, zacumowany przy Centralnym Muzeum Morskim oraz dalej Polska Filharmonia Bałtycka mieszcząca się w budynkach dawnej elektrociepłowni. Latem w amfiteatrze na Ołowiance odbywają się liczne koncerty, których można wysłuchać z pokładu kajaka czy łodzi. Dalej po lewej Brama Mariacka, Brama Św. Ducha, Brama Świętojańska. W perspektywie hotel Hilton z basenem na dachu i Baszta Łabędź. Z tej perspektywy inaczej docenia się historyczne walory miasta. Dalej nowe apartamentowce, wkomponowane umiejętnie w historyczną zabudowę miasta, jak na przykład Symfonia Residence z luksusowymi mieszkaniami, projektu gdańskiego architekta Stefana Kuryłowicza. Po prawej Wyspa Spichrzów, dalej Ołowianka. Po lewej pływający zacumowany na stałe, hostel na wodzie "Pepperland", stacja paliw i ujście Kanału Raduni pod Mostem Wapiennickim. Wyprzedził mnie tu wycieczkowiec, którego armatorem jest Żegluga Gdańska, o swojsko dla mnie brzmiącej nazwie Smiltyne. Jest to część Kłajpedy, którą przemierzyłem na rajdzie rowerowym Litwa, Łotwa , Estonia w zeszłym roku, kierując się najpierw na Mierzeję Kurońską.

Tu już zaczyna się ruch jednostek na wodzie. Pływają tramwaje wodne i pomniejsze statki na wycieczki po porcie, na Westerplatte i dalej na Hel, a także olbrzymi – szczególnie z perspektywy kajaka – piracki wycieczkowiec. Dużo zamieszania czyni też niewielki prom pływający pracowicie i regularnie w te i we wte i buczący na kajakarzy! Kursuje między nabrzeżem przy Żurawiu i mariną. Marina to już inna bajka. Czuć tu zew morskiej przygody myszkując moją drobinką między różnorodnej maści jachtami. Spotyka się tu też obce banderki. Zwiedziłem ją w dalszej części mojej wędrówki.

Wróćmy jednak do widoku starówki. Bywając wielokrotnie na Długim Pobrzeżu, zawsze zazdrościłem tym na wodzie, szczególnie pływającym i żeglującym na malutkich jednostkach. Statkami pływałem tu wielokrotnie bez większych emocji. Wreszcie znalazłem się po drugiej stronie. Lepszym określeniem w tej sytuacji jest, że znalazłem się dużo niżej, na poziomie lustra wody. Nade mną słychać tłum spacerowiczów na bulwarze, na mostach rowerzyści i dudniące samochody. Na początek nie odmówiłem sobie wpłynięcia pomiędzy kadłuby katamarana, którym kiedyś płynąłem na Bornholm. Z tej perspektywy jest to potęga! Daleko jej do korka na wodzie, miotanego falami Bałtyku, w rejsie na Bornholm. A jakaż to frajda stuknąć się dziobami z Sołdkiem, statkiem muzeum i popukać w jego burtę! Jego burta kończy się gdzieś hen wysoko, gdzie wyżej już tylko mewy!

Jest to jedno z nielicznych miejsc w Polsce, gdzie centrum miasta oglądać można
z poziomu lustra wody. Gdyby nie to, że przed tygodniem wróciłem z Amsterdamu, gdzie byłem na rajdzie Holandia na rowerze, miasta o gąszczu kanałów, to tutejsze wrażenia byłyby jeszcze mocniejsze.
                      
    Jak z moim bezpieczeństwem wśród tych olbrzymów? Nieco emocji dostarczają tu ruszające w rejs, bądź zawracające statki, wytwarzające fale. Trochę kołyszą, utrudniając fotografowanie. Sytuacja staje się trudniejsza za zakrętem, przy północnym brzegu wyspy Ołowianka i jeszcze dalej. Tu jednostki pasażerskie płyną już szybciej, zdarzają się też szybkie motorówki i skutery, dla których cała reszta to nieprzyjaciel. Tu wypłynąłem już spod osłony miasta i wysp, i płynąłem naprzeciw północnemu wiatrowi. Na niektóre fale musiałem ustawiać się dziobem kajaka. Straszne? Nieee, może trochę przesadzam. Do dziesięciu w skali Beauforta jeszcze daleko!

    Stara Motława łączy się z Nową za Ołowianką. Płynę dalej, by osiągnąć ujście Motławy do Martwej Wisły przy Polskim Haku. Polski Hak to wąski pas lądu po wschodniej stronie przy ujściu Motławy. Był kiedyś miejscem obozowania flisaków. Znajduję się tu na szerokim akwenie będącym skrzyżowaniem czterech dróg wodnych. W lewo i prawo Martwa Wisła, a prosto Kanał Kaszubski. Na wprost mam dźwigi i pochylnie Stoczni Gdańskiej na wyspie Ostrów. Wpływanie na teren portu gdańskiego, czyli z Polskiego Haka prosto na Kanał Kaszubski lub w lewo na Martwą Wisłę jest możliwe tylko po uzyskaniu zgody Kapitanatu Portu.

    Za ostrym zakrętem Polskiego Haka płynąc Martwą Wisłą w kierunku południowo-wschodnim, wiatr miałem już z lewej burty. Było łatwiej. Dalej za Mostem Siennickim skręciłem na południe już z wiatrem w plecy. Dalsza trasa wiodła już cichą i spokojną okolicą, gdzie na początku minąłem stanicę WOPR i pojedyncze mariny ze stojącymi przy pomostach jachtami żaglowymi i motorowymi. Za nimi trafiały się przyczepy kempingowe. Tu na Opływie Motławy przepłynąłem pod trzema mostami. Bezpośrednio przy ostatnim pod ulicą Elbląską, minąłem Wrota Żuławskie. Są to żelbetowe, dwuprzęsłowe
wrota przeciwpowodziowe wybudowane w 1995 roku. Zamykają się one samoczynnie w przypadku zagrożenia powodzią. Współpracują z wrotami Kamienna Grodza i zapewniają bezpieczeństwo przy wysokich stanach wody w Zatoce Gdańskiej, terenów położonych nad rzeką Motławą - na odcinku powyżej wrót.
Dalej to rejon Dolnego Miasta i miejskich dawnych  holenderskich fortyfikacji. Brzegi porośnięte są obfitą roślinnością, a powierzchnia wody pokryta jest gęsto niekiedy rosnącym, grzybieniem białym (lilie wodne) i grążelem żółtym. Wiosłuje się pośród grubych liści. Ptactwa jest tu też co niemiara: kaczki krzyżówki, łyski, gołębie przysiadające i popijające wodę, łabędzie. Sfotografowałem łabędzią rodzinkę z ośmioma młodymi łabądkami. Wydaje mi się, że jak na łabędzie, to jest liczne rodzeństwo. Trasa wiedzie pod kładką, tak niską, że można ją sięgnąć wiosłem. Nazwy mijanych fortów znam tylko z mapy, ponieważ zza roślinności nie można ich dostrzec, nie wysiadając z kajaka. Są to: Bastion Żbik, Bastion Królik – za nim Reduta Dzik, Bastion Miś, Bastion Wyskok, Bastion Wilk i za nimi Reduta Wyskok. Na ich przedpolu, na płaskich nisko położonych terenach leżą ogródki działkowe. Wokół zieleń, cisza spokój, upał i rajcujące ptactwo.
Dalej dopływa się do Bastionu Żubr i skręca na północ. Gdzieś tam dalej na wprost pozostał jeszcze Bastion Św. Gertrudy. Przepłynąłem teraz przez Kamienną Grodzę (Kamienną Śluzę) od strony Żuław Gdańskich – perełkę hydrotechniczną, choć już mocno zaniedbaną.

Kajakiem i statkiem po Gdańsku

Była wybudowana w latach 1619-23.
Stopień Kamienna Grodza położony jest na Motławie w ciągu ulic Kamienna Grobla i Na Szańcach. Przy dojściu do niej szorowałem kajakiem po mieliźnie, będącej zniszczoną groblą. Jedna z grobli jest zachowana. Jest zwieńczone czterema wieżyczkami zwanymi Dziewicami, które miały uniemożliwić atakującym miasto dostanie się na śluzę po groblach. Wrota śluzy były otwarte, więc bez przeszkód przepłynąłem przez nie prawą stroną. Siedziała na nich grupka młodzieży i prosiła o kanapki lub napoje, ale to przecież ja byłem wygłodniały po kilku godzinach na wodzie. Jeśli wrota są zamknięte z powodu remontu, a otwarte są stawidła młyńskiego jazu (zastawki młyńskiego przepustu), to płyniemy po lewej schylając się pod zastawkami. Ale o tym dowiedziałem się później. Tym razem i zastawki były otwarte.
Śluza służyła do obrony miasta i pozwalała w szybki sposób zalać tereny otaczające miasto wraz z następującym wrogiem. Zabezpieczała też miasto przed powodzią w wypadku przerwania wału Wisły i piętrzyła wody dla celów młyńskich w przypadku awarii Wielkiego Młyna na Kanale Raduni. Obecnie wrota mają też zabezpieczać tereny Żuław Gdańskich przed zalaniem od strony Motławy. Zamykają się więc automatycznie pod naporem wody, gdy poziom wody na Motławie wzrasta. Początkowo zamykają się bardzo powoli, ale potem szybkość ich zamykania wzrasta błyskawicznie. Przepływając tamtędy trzeba naprawdę uważać. Obecnie od sezonu 2008 wrota są blokowane w pozycji otwartej i zamykane wyłącznie w razie zagrożenia powodziowego i nie ma już sytuacji, zdarzającej się dawniej, że po odbyciu atrakcyjnej wycieczki w trakcie powrotu zastaniemy wrota zamknięte. Wrota stopnia Kamienna Grodza współpracują z funkcjonującymi na Opływie Motławy Wrotami Żuławskimi - opisanymi wcześniej -  o podobnym znaczeniu i zasadach funkcjonowania.

Stąd Nową Motławą, już wśród miejskiej zabudowy, popłynąłem do Mostu Toruńskiego,
za którym skręciłem w lewo w wąski kanał w stronę Starej Motławy. Czując niedosyt wrażeń - Most Popielny, a za nim przystań macierzystą - zostawiłem po lewej i znów udałem się w stronę starówki. Ponieważ w brzuchu już mi głośno burczało, przez telefon wezwałem zaprzyjaźnione służby lądowe z kanapkami. Po prowiant dobiłem tuż pod Żurawiem przy tym pracowitym buczącym promie, którego załoga nic przeciwko temu nie miała, mimo że ciągle przedtem wchodziłem im w drogę. Tak zaopatrzony udałem się jeszcze w stronę mariny i opłynąłem Wyspę Spichrzów. W marinie natknąłem się na zacumowany ciekawy eksperymentalny katamaran napędzany energią słoneczną, będący własnością Wydziału Oceanotechniki i Okrętownictwa Politechniki Gdańskiej, kilka dużych jachtów Programu Edukacji Morskiej w Gdańsku, a także jeszcze większy katamaran Sta Maria. W portach i marinach zawsze trafiają się jakieś ciekawostki.
    Na tym odcinku mieści się zabytkowy spichlerz Błękitny Baranek. Znalazł się on wśród 27 laureatów nagrody Unii Europejskiej w dziedzinie dziedzictwa kulturowego "Europa Nostra" 2011.
Jest jedynym tego typu budynkiem w Gdańsku, w którym zachowało się oryginalne XVII- wieczne belkowanie. W spichlerzu mieści się Centrum Edukacji Artystycznej "Błękitny Lew" i jedna z najnowocześniejszych ekspozycji archeologicznych w Europie. Można tu zobaczyć m.in. odtworzoną uliczkę hanzeatycką, warsztat szewca i garbarza. Co więcej, ekspozycja działa na wszystkie zmysły - usłyszymy tu średniowieczne dźwięki i poczujemy zapachy.
    Pod Mostem Stągiewnym i Podwalem Przedmiejskim, ponownie Nową Motławą wróciłem na Żabi Kruk. Tą trasę można przemierzyć w 2-3 godziny.
Słyszy się czasem i czyta w necie o chuligańskich wybrykach na trasie, o rzucaniu kamieniami w kajakarzy, czy też o pobieraniu myta przez młodziaków zaczajonych pod mostami lub na śluzach i konieczności wzywania policji. Podobno potrafią wieszać się na linach tych śluz, doprowadzając do szybkiego ich zamknięcia. Mnie to na szczęście nie spotkało.

    Następnego dnia dałem się namówić na ponowne spędzenie dnia na wodzie.

Tym razem udałem się tramwajem wodnym z Gdańska spod Baszty Łabędź na Górki Zachodnie. Jak było? Nuda za 10 złotych w jedna stronę, jak w polskim filmie. Kury, kaczki, drób i droga na Ostrołękę. Początek rejsu przebiegał oczywiście moją wczorajszą trasą. Dostrzegłem gdzieś na nabrzeżu kilka wodolotów, które przed laty kursowały na Bornholm z naszych portów. Płynąłem  jednym z nich. Teraz stały porzucone i niszczały. Dopiero akwen Górek Zachodnich ożywił się żaglami. Było na co popatrzeć! Niezbyt mocno wiało, ale żagli trochę było. Miło było podziwiać dziewczynę i chłopaka na 420-tce idących na pełnych żaglach ze spinakerem i na trapezie! Ładny widok. Wiele jachtów wychodziło na Zatokę. Górki Zachodnie położone są na zachodnim brzegu Wisły Śmiałej oraz na północnym brzegu Martwej Wisły. Nadwodne położenie sprawiło, że umiejscowiono tu takie obiekty i placówki jak: bosmanat, Stocznia Wisła (specjalizująca się w latach 70. i 80. w budowie holowników i statków ratowniczych dla PRO oraz katamaranów pasażerskich dla Żeglugi Gdańskiej), Jacht Klub Morski Stoczni Gdańskiej, Akademicki Klub Morski, Stacja Ratownictwa SAR (statek ratowniczy Wiatr), Narodowe centrum Żeglarstwa AWFiS Gdańsk oraz przejście graniczne dla jednostek sportowo-żeglarskich i jednostek rybackich o polskiej przynależności.
Narodowe Centrum Żeglarstwa ma 
kamerę on-line, gdzie można podziwiać opisany przeze mnie akwen.

Zdarza się, że pokaz slajdów bywa nieaktywny więc dodatkowo zdjęcia są tutaj w albumie Kajakiem i statkiem po Gdańsku
  


Comments