Ciekawe miejsca‎ > ‎

Borne Sulinowo

W XX rocznicę powstania miasta, które przeszło do cywila.


To jedno z najmłodszych miast w Polsce, status polskiego miasta formalnie otrzymało 15 września 1993 roku. Dopiero w 1992 roku „w cudowny sposób” ukazało się na mapach Polski, w spisie miejscowości i atlasach samochodowych. Było to wynikiem odtajnienia tego, co kilkadziesiąt lat już stało i świetnie służyło jego mieszkańcom. Specyfika historii miasta bierze się stąd, że jego mieszkańcy zawsze mieli na sobie jakieś mundury i bardziej tu „stacjonowali” niż „mieszkali”.
W ten sposób  Urząd Miejski zaczyna w ciekawy sposób opis historii swojego miasta.


       W latach 30. XX wieku na miejscu wsi Linde utworzono garnizon wojskowy. W 1936 roku zakończono budowę miasteczka militarnego dla szkoły artylerii Wehrmachtu, którego otwarcia dokonał 18 sierpnia 1938 Adolf Hitler. Ponownie przebywał tu w dniach 5-8 września 1939 roku. W garnizonie Groß Born stacjonowały jednostki dywizji pancernej Heinza Guderiana przed atakiem na Polskę w 1939 roku. Na poligonie ćwiczyły oddziały Afrika Korps dowodzone przez gen. Rommla. Teraz te piaszczyste obszary zalesiono (drugim poligonem Afrika Korps była Pustynia Błędowska).
W 1945 roku miasto przejęła Armia Czerwona (Красная Армия) i użytkowała do października 1992 roku. Rosjanie przejęli Borne Sulinowo bez walki, więc miasto przetrwało wojnę w nienaruszonym stanie. Armia Czerwona zorganizowała tu najpilniej strzeżony garnizon Północnej Grupy Wojsk. Stworzyła na terenie Bornego i pobliskiego Kłomina prawdziwą enklawę, która przetrwała niemal pół wieku. Tutejszy garnizon był największym zgrupowaniem radzieckich wojsk lądowych w naszym kraju. Efektem tego było całkowite „wycięcie” tego obszaru z podziału administracyjnego Polski. Miejscowości te nie figurowały nawet w spisie miejscowości administrowanych przez Polskę. Dopiero w momencie opuszczania Bornego przez Rosjan można było się przekonać, jakie siły tu stacjonowały. Ilości te mogą być szokujące dla przeciętnego człowieka. Na przykład w 1991 roku wyjechało m. in. 350 czołgów i 1.020 transporterów opancerzonych, a w 1992 roku 220 czołgów, 756 transporterów opancerzonych, 151 samolotów bojowych, 41 śmigłowców uderzeniowych, 196 mln 584 tys. ton zapasów materiałowych, w tym 46.053 tony amunicji. Strona rosyjska żądała wypłaty odszkodowania w wysokości 400 mln dolarów za wzniesione przez siebie i pozostawione tu obiekty. Ostatecznie przyjęto zaproponowaną przez ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsę tzw. „opcję zerową”. Oznaczała ona wzajemną rezygnację z finansowych roszczeń.

        Obecnie mieszka tu niecałe pięć tysięcy mieszkańców. Jest to chyba ciągle najmłodsze miasto w Polsce! W ostatnim czasie przeszło przełomowe zmiany. Z ogromnego garnizonu wojskowego, w którym stacjonowały wojska niemieckie, a następnie radzieckie, powstało cywilne polskie miasto, w którym postawiono na turystykę. Szybko zmieniający się wygląd oraz atmosfera jaka tam panowała spowodowały, że wraz z upływem lat napotykamy coraz mniej śladów po byłym garnizonie. Zniknęły już prawie wszystkie propagandowe radzieckie napisy, rzeźby i płaskorzeźby Lenina.

W dalszym ciągu istnieje tu jednak charakterystyczna koszarowa zabudowa i można natrafić na ślady i atmosferę radzieckiego panowania, co stanowi magnes przyciągający turystów.                 Rosjanie opuszczając miasto wywozili wszystko co popadło i co tylko mogli zmieścić w transporcie. Wszystko przecież mogło się u nich przydać. Podobno zdarzało się jednak, że zostawiali nawet umeblowane mieszkania. Na ścianach wisiały obrazy, w szufladach zalegały gazety i książki, a w szafach ubrania, a nawet mundury.

To czego przed wyjazdem nie sprzedali w okolicznych wioskach, porzucali, bo możliwości transportu były ograniczone. Wielu spakowało tylko rzeczy osobiste. Standard pozostawionych mieszkań zależał od pochodzenia jego mieszkańców. Od razu było widać, gdzie mieszkali Europejczycy, a gdzie Azjaci. Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini mieli bardzo ładnie utrzymane domy. Tam, gdzie żyły rodziny z Kazachstanu, Kirgistanu czy Uzbekistanu było gorzej. W oknach wisiały szmaty, ściany były wytapetowane gazetami, a za wieszaki służyły zagięte gwoździe. Całość uzupełniały zbite z desek łóżka i dykta zamiast stołu.Kolejnego dzieła spustoszenia dokonali okoliczni mieszkańcy. Po wyjściu Rosjan, przez niespełna rok stacjonowało tu polskie wojsko. Było tutaj około 400 naszych żołnierzy, ale nie upilnowali wszystkiego powierzonego mienia. Mówią, że za flaszkę można było wejść i zabrać wszystko.
        Za czasów radzieckich w pobliżu jeziora Pile była dzielnica oficerska, do której szeregowy żołnierz nie miał wstępu. Pierwszy budynek od strony jeziora to willa Ewy Braun, następny Rommla. Teraz są to prywatne domy. Zachowały się w idealnym stanie, czego nie można powiedzieć o rezydencji Guderiana, którą za radzieckich czasów strawił pożar. W opłakanym stanie jest też położony nad samym jeziorem Dom Oficera - niegdyś chluba garnizonu. Wybudowano go w latach trzydziestych. Bawił się tu Adolf Hitler wraz z Ewą Braun. Potem bywał Breżniew i generał Jaruzelski. Dzisiaj budynek w kształcie podkowy, straszy spalonym dachem, odrapanymi ścianami, powybijanymi oknami, rozkradzionymi instalacjami i gruzem na podłogach. Wiele innych domów na obrzeżach miasta też wygląda podobnie.

        W Bornem mieszka do dzisiaj kilka osób, przebywających tu w czasach radzieckich.

Najbardziej znany jest właściciel sklepu i restauracji „Sasza Caffe”
Aleksander Piven, Ukrainiec z Zagłębia Donieckiego. Kiedyś był cywilnym garnizonowym fotografem, teraz ponownie ułożył tutaj sobie życie. Sasza dobrze pamięta czasy świetności Domu Oficera, bo prowadził tam swoją pracownię. Jak mówi, to było wyjątkowe miejsce, a teraz żal na to patrzeć. Mieszkał w radzieckim garnizonie od 1986 roku. Wyjechał do siebie na Ukrainę rok przed jednostką, bo skończył mu się kontrakt. Wrócił do Bornego po pięciu latach, ale nie w to samo miejsce, bo jego mieszkanie już było zajęte. Swoją restauracje i sklep prowadzi w dawnej stołówce dla oficerów sztabu dywizji. Wszystko na wschodnią modłę. W menu dominują pielmieni, barszcz czerwony i czaj z samowaru. Na sklepowych półkach znajduje się kwas chlebowy, konserwy rybne, tuszonka, ukraińskie sosy i rosyjska wódka. Na plastykowych torbach reklamowych widnieją rosyjskie babuszki. Żyło nam się tu dostatnio, wspomina Sasza. Zarobki były przeszło dwa razy lepsze niż w Związku Radzieckim. Do tego dawali w pełni umeblowane mieszkanie, a opłaty były symboliczne, więc można było sporo odłożyć. Okoliczni mieszkańcy też uważają, że żyło im się tu dostatnio. Wkoło bieda, a u nich sklepy były dobrze zaopatrzone, nie brakowało wędlin i słodyczy. Dobrze się z nimi handlowało. Podobne opowieści słyszałem od mieszkańców okolic radzieckiego poligonu pod Szprotawą.

        Sołdaci traktowali tereny wokół Bornego Sulinowa jak ziemie okupowane,

na których wszystko jest zdobyczne. Na tym tle dochodziło do licznych mniejszych lub większych konfliktów i utarczek między radzieckimi żołnierzami, a polskimi osadnikami. Powodem było oczywiście odbieranie przesiedleńcom dobytku. Istnieją niepotwierdzone informacje, że z tego powodu doszło nawet do zbrojnego starcia między żołnierzami polskiej jednostki stacjonującej w Szczecinku, a wojskiem radzieckim z tutejszego garnizonu. Potyczka miała mieć miejsce w pobliżu wsi Krągi, na granicy „radzieckiej strefy”. Nie istnieją oczywiście żadne dokumenty na ten temat, ponieważ oficjalnie „przyjaźń polsko-radziecka była niezłomna” i na tym idealnym obrazie wzajemnych stosunków nie mogło być żadnej, najdrobniejszej nawet rysy. 

        Inną osobą znającą wiele tajemnic tego rejonu jest p. Michalak, który z rodziną nabył tu budynek i urządził w nim swoje muzeum z pozostałościami po dwóch wielkich armiach. Większość rzeczy niemieckich została wykopana po okolicznych lasach. Eksponaty po Rosjanach zebrali w opuszczonych budynkach. Dziś w prywatnym muzeum można oglądać hełmy, broń, dokumenty, zdjęcia, mapy, mundury, liczne odznaczenie i fragmenty uzbrojenia. Muzeum mieści się przy ulicy Orła Białego w poradzieckim parterowym budynku straży pożarnej. Został on zbudowany w 1935 roku przez Niemców, którzy lokując garnizon w Gross Born, zbudowali ich kilkanaście, jako stajnie dla koni wykorzystywanych jako siła pociągowa w artylerii i jednostkach zaopatrzenia.

        Wiele emocji i ciekawości budzą opowieści o broni atomowej. Przez całe lata władze PRL i ZSRR utrzymywały, że nie było jej w Polsce. Tymczasem z odtajnionych przez IPN dokumentów operacji „Wisła” wynika, że supertajna umowa pomiędzy polskim, a radzieckim ministrem obrony z 1967 roku zakładała składowanie u nas 178 radzieckich głowic atomowych. Jedną z trzech baz, które miały je przechowywać była Brzeźnica Kolonia, oddalona od Bornego Sulinowa o 30 kilometrów. W latach 70. wybudowano tam podziemne świetnie zamaskowane silosy i magazyny oraz infrastrukturę dla obsługi bazy rakietowej. Kiedyś teren był pilnie strzeżony przez uzbrojonych żołnierzy i otoczony płotem pod wysokim napięciem. Dziś jest ogólnie dostępny, nic więc dziwnego, że złodzieje ukradli nawet 6 metrowe pancerne drzwi do silosów, ważące 4 tony.

W latach 1932 – 1939 zbudowano biegnący od Bałtyku do Wielkopolski, również przez

rejon Bornego Sulinowa, pas fortyfikacji granicznych – Wał Pomorski (Pommernstellung). Składał się on z około 900 łączących się ze sobą, różnego rodzaju bunkrów żelbetonowych, zabezpieczonych dodatkowo kilkoma liniami transzei, zasieków, rowami przeciwczołgowymi, polami minowymi itd. W wielu miejscach istnieją one do dziś i na wiele trafiałem w czasie wędrówek. Są dobrze oznakowane na mapach. Największy kompleks bunkrów znajduje się na Górze Śmiadowskiej. W czasach gdy je zwiedzałem, góra nie była jeszcze w rękach prywatnych i była dostępna. Wzniesienie o wysokości 168 m npm leżące w strategicznym miejscu, na przesmyku między jeziorami Śmiadowo i Łączno, poprzecinane jest podziemnymi korytarzami o długości około 250 metrów. Częściowo zniszczone bunkry bojowe, zapadnia i inne przeszkody znacznie utrudniają zwiedzanie kompleksu.
Walki o przełamanie linii umocnień na obszarze dzisiejszej gminy trwały od początku lutego do pierwszej dekady marca 1945 roku. W samym mieście nie było cięższych walk. Wspomina się tylko o wymianie ognia w rejonie spichlerzy i kompleksu magazynów (dzisiejsza ulica Towarowa) między czołowymi oddziałami wojsk radzieckich, a niemieckimi żołnierzami wywożącymi pośpiesznie zapasy żywności. Dzięki temu, miasto przetrwało wojnę praktycznie bez zniszczeń.
            Inną wielką tajemnicą Bornego Sulinowa jest podwodny las. Podobno część brzegu jeziora Pile uległa zatopieniu. Uważa się, że wysadzili go Niemcy lub Rosjanie. Dno jeziora porastają drzewa, co jest magnesem do podwodnych penetracji. Są też niezgłębione tajemnice podziemnych korytarzy, schronów, magazynów, zakładów produkcyjnych, a nawet kolei. Jednak mało jest o nich wiarygodnych opowieści.
(Informacje pochodzą ze strony Urzędu Miasta Borne Sulinowo, Wikipedii i in.).

W Bornem Sulinowie odbywają się corocznie Zloty pojazdów militarnych "Gąsienice i podkowy".
Z Bornem Sulinowo nierozłącznie wiąże się mroczna historia pobliskiego Kłomina, wymarłego miasta - widmo.
Zdjęcia Bornego Sulinowa i Kłomina.



Comments