08. Izrael i Palestyna


    Jak zwykle, każda następna wyprawa wydaje się ambitniejsza i trudniejsza. Pomysły kiełkują dużo wcześniej. Rok przed wyprawą mieliśmy już bilety lotnicze. W ostatnich dniach przed wyjazdem trwało jeszcze ostateczne sprawdzanie pogody.

    

   Krótki filmik jest tutaj 

    Album ze zdjęciami  znajduje się tutaj.

    Izrael i Palestyna zarazem, były kierunkiem, na który zabrałem bardzo mało ekwipunku ze względu na spodziewaną korzystną pogodę, a zwłaszcza temperatury. Nie chciało się wierzyć, że we wrześniu będzie około 30 – 40 stopni, a nocami powyżej 20. Wziąłem namiot jednopowłokowy, najlżejszy jaki miałem, a i tak sypiało się przy otwartym. Wyjechaliśmy w pięcioro, a większość nocy spędzaliśmy pod namiotami. Tylko w Jerozolimie dwie noce spędziliśmy pod dachem, co umożliwiło nam sprawne zwiedzanie miasta rowerami i pieszo. Upał przywitał nas już po otwarciu drzwi w terminalu na lotnisku Ben Guriona w Tel Awiwie, a potem było już tylko cieplej i cieplej, aż po 50 stopniowe, kłopotliwe upały nad Morzem Martwym. Tam na rowerach była już walka o życie. Wspomnę tutaj, że lotnisko nosi imię Dawida Ben Guriona, pierwszego premiera Izraela, uważanego za jednego z twórców państwa i „Ojca Narodu”. Urodził się w 1886 roku w Polsce, w Płońsku. Miałem okazję zobaczyć jego ślady wędrując  przez Mazowsze na Grunwald w 2018 roku.

Kartony rowerowe zostawiliśmy w umówionym już wcześniej miejscu, bo przecież były nam potrzebne na powrót. Zostały u rodziny, w połowie polskiej. Na prawie dwutygodniowej 800 kilometrowej trasie również spotykaliśmy Polaków, ale byli to turyści. Nie spotkaliśmy natomiast rowerzystów z sakwami.

Przejechaliśmy trasę Tel Awiw, Jerozolima, Betlejem, Pustynia Judzka, Twierdza Masada, dalej na północ wzdłuż Morza Martwego słynną drogą numer 90. Już od Betlejem znajdowaliśmy się na terenach Zachodniego Brzegu, tj. części Palestyny, administrowanej przez Izrael i obejmującej obszar historycznych izraelskich krain Judei i Samarii na zachód od doliny rzeki Jordan. Na tych obszarach obecnie trwają zamieszki i walki między nieregularnymi, często uznawanymi za terrorystyczne, organizacjami palestyńskimi a armią izraelską. Dalej zwiedziliśmy Jerycho i wzdłuż Morza Galilejskiego, zwanego Jeziorem Tyberiadzkim, skierowaliśmy się w stronę Wzgórz Golan. Zwiedziliśmy Tabghę i Kafarnaum. Tu na północnym brzegu jeziora Genezaret, w okolicach Kafarnaum, znajduje się Góra Błogosławieństw, którą tradycja chrześcijańska wiąże z nauczaniem Jezusa i wygłoszeniem przez Niego Kazania na górze. Nocowaliśmy w pobliżu nad jeziorem i kąpaliśmy się w nim. Następnie ruszyliśmy na zachód nad Morze Śródziemne do granicy z Libanem, do miejscowości Rosz ha-Nikra. Stąd jechaliśmy już wzdłuż morza do Tel Awiwu zwiedzając przede wszystkim znany kurort Nahariję, Akkę jedno ze starożytnych miast portowych, którego historia sięga epoki brązu. Ze względu na swoje strategiczne położenie umożliwiające szeroki dostęp do Palestyny, przez setki lat było ważnym portem. Kolejna Hajfa położona u stóp Góry Karmel jest uważana za najpiękniejsze miasto Izraela. W krajobrazie miasta wyróżnia się jedna budowla. To świątynia bahaitów położona wśród ukwieconych perskich ogrodów. Jest to najczęściej odwiedzane miejsce w Hajfie. Kolejna była Cezarea z ruinami starożytnego miasta oraz wszystkie inne mijane miejscowości, na ile nam czas pozwalał. Na końcu podróży taką wisienką na torcie była Stara Jaffa, historyczna dzielnica Tel Awiwu. Sam Tel Awiw jest miastem stosunkowo młodym i czasami bywa nazywany Nowym Jorkiem Bliskiego Wschodu ze względu na nowoczesność miasta. Natomiast arabska Old Jaffa jest obecnie częścią aglomeracji liczącej 3 miliony ludzi. Lubię zanurzać się w wąskie uliczki starych miast, chłonąc ich atmosferą, zaglądnąć na niepowtarzalne arabskie bazary i pozachwycać się klimatem starych portów. Wiadomo, port to jest poezja...

Przed wyprawą najwięcej niewiadomych stanowiła

pustynia i przed nią czułem respekt. Morze Martwe jawiło się bardziej ucywilizowanym rejonem turystycznym i takim rzeczywiście się okazało, lecz trudna do zniesienia była jazda rowerem i niemalże niewidocznie niekiedy długie podjazdy przy temperaturach sięgających 50 stopni (!) i olbrzymiej wilgotności powietrza. Daleka perspektywa na zdjęciach zawsze była lekko zamglona mimo słonecznych upałów. Kilka kibuców na trasie dziewięćdziesiątki dawało niewiele schronienia, a w dodatku też trzeba było do nich wspinać się asfaltowymi podjazdami. Nawet kąpiel w Morzu Martwym w Kalia Beach nie przynosiła żadnej ochłody, ale stanowiła nie lada atrakcję. W morzu można kąpać jedynie w wyznaczonych miejscach na strzeżonych i płatnych plażach, bowiem inne są niedostępne, roją się groźnymi zapadliskami z uwagi na stałe obniżanie się poziomu wody spowodowane nieuchronnym jego wysychaniem. Lustro wody znajduje się 400 metrów poniżej światowego poziomu morza. Natomiast poziom Jeziora Galilejskiego to – 200 m ppm.

Po doświadczeniach z olbrzymiej niecki Morza Martwego, pobyt na pustyni jawi się się całkiem znośnie. Wysokie temperatury przy bardzo suchym powietrzu nie były dokuczliwe. Chciałbym jeszcze na nią kiedyś wrócić. Przejechaliśmy ją przez dwa dni z zachodu na wschód od Betlejem po Metsoke Dragot. Na całej trasie wypijaliśmy znaczne ilości napojów, więc tym bardziej na pustynię przygotowaliśmy się szczególnie. Na przednich widełkach rowerów zamontowaliśmy po dwa uchwyty na 1,5 litrowe plastykowe butelki i oczywiście wieźliśmy wodę również na sakwach. Łącznie miałem 8 litrów wody i napojów. Nie dość, że wystarczyło to na przetrwanie na pustyni, to jeszcze litrowa rezerwa dojechała ze mną do Morza Martwego. Wszystkie pojemniki napełniliśmy w ostatnim kibucu przed pustynią. Kibuc był ogrodzony wysokim płotem, przy bramie stał kilkuosobowy patrol młodych żołnierzy uzbrojonych w długą broń. Jeden z nich ochoczo przynosił nam kolejne napełnione butelki (patrz: zdjęcie u dołu).

Przez Pustynię Judzką wędrowaliśmy szutrową, krętą, niekiedy ledwie widoczną drogą, wijącą się miejscami korytami wyschniętych rzek o tej porze roku. Przeważnie wysokości nie były uciążliwe. Spłowiałe i szaro beżowe piaski, wydmy i skały sprawiały fantastyczne wrażenie. Chrzęszczący pod kołami żwir i kamienie, sprawiały dodatkowe wrażenie. W oddali pojawiały się sylwetki pojedynczych wielbłądów. Osiołki w pobliżu ostatnich arabskich osiedli i domków – altanek skleconych z dykty dopełniały egzotycznego obrazu. Niepowtarzalny był sam nocleg na pustyni. Zmrok zapadał w tych stronach szybko, bez znanej nam długiej fazy półmroku i wieczoru. Stawała się pomarańczowa ciemność przechodząca w noc. Z uwagi na zmianę czasu o ósmej była już noc. Kręciliśmy się wokół daleko od siebie rozstawionych namiotów, rozkoszując pomarańczowymi piaszczystymi wzgórzami i zapadającą ciemnością. Aż w pewnym momencie, nie wierząc własnym oczom, dojrzeliśmy na tle jasnego jeszcze nieba, karawanę kilkunastu wielbłądów, wędrujących bez opieki przez pustynię. Niezapomniane wrażenie. Rano sytuacja się powtórzyła. Karawana wracała, więc można już było zrobić znakomite zdjęcia i filmy. Byłem blisko, przechodziły tuż obok. Słychać na filmach chrzęst ich kopyt po piasku.

Po takich wrażeniach dziwne wydają mi się pytania o noclegi na pustyni w klimatyzowanych namiotach, zadawane przez potencjalnych turystów płatnych wycieczek z biurami podróży. Takie pytania padają na internetowym portalu Polacy w Izraelu, będącym kopalnią wiedzy, również dla nas, przed wyjazdem.

W drugim dniu pustynnej wędrówki, już niemalże na jej wschodnim krańcu przedzieraliśmy się przez wspaniały i malowniczy skalisty wąwóz przez który rowery trzeba było wręcz przepychać, a i podjazdy były bardzo strome. Te okolice przywodziły mi na myśl scenerię z dawnego westernu Złoto McKenny ze wspaniałą muzyką Quincy Jonesa.

Na całej pustynnej trasie rosły zaledwie może trzy, może cztery drzewa w dolinie wyschniętej rzeki, gdzie korzenie z przyzwyczajenia chyba, szukały wody do życia. W porze deszczowej zamieniają się w rwące potoki i rzeki, a wiele miejsc na obrzeżach morza piasków pokrywa się zielenią i kwiatami. Są w Izraelu i Palestynie wspaniałe rezerwaty przyrody z wielkimi wodospadami i feerią zieleni. Nie wszystko dało się zwiedzić. Mnie zaskoczyła zieleń i masa kwiatów nad Jordaneem, w miejscowości, w której baptyści dokonują rytualnego chrztu. Palmy widuje się wszędzie, a i egzotycznych krzewów innej zieleni też nie brakowało we wrześniu.

Wykupiliśmy karnet upoważniający do zniżkowego

zwiedzania ciekawych miejsc tzw. Green Pass. Na początek byliśmy w Masadzie, starożytnej twierdzy żydowskiej położonej na szczycie samotnego płaskowyżu na wschodnim skraju Pustyni Judzkiej nad Morzem Martwym. Dostęp do płaskiego szczytu jest trudny, a twierdzy bronią strome kilkusetmetrowe zbocza, o wysokości do 400 metrów ponad poziom Morza Martwego. Dostaliśmy się tam kolejką linową, ponieważ w okresie panującego upału wejście stromą, nasłonecznioną ścieżką górską jest niedopuszczalne. Nocleg pod namiotami spędziliśmy u stóp tej góry.

Innym ciekawym zabytkowym miejscem jest historyczna Cezarea, ruiny starożytnego miasta, położone nad wybrzeżu Morza Śródziemnego, założonego przez króla  Judei, Heroda Wielkiego. Udostępnione zabytki tworzą Park Narodowy Cezarei. Najważniejsze to: teatr rzymski mogący pomieścić 4000 widzów, w którym latem odbywają się koncerty, fragmenty murów miejskich z czasów panowania Heroda oraz ruiny największego hipodromu rzymskiego.

Nie będę opisywał innych znanych miejsc, o których wspomniałem na wstępie, ponieważ wiedza o nich jest powszechna i dostępna. Napomknę tylko o kąpieli w Morzu Martwym, w którym chyba nawet kowadło utrzymałoby się na powierzchni. Panował tu upał 50 stopni.

Często w rozmowach powracał wątek bezpieczeństwa podróżowania. Nigdzie nie odczuwaliśmy zagrożenia. Wszędzie natomiast na ulicach spotyka się policjantów i żołnierzy w pełnym umundurowaniu, uzbrojonych w długą broń. Są stałe posterunki i ruchome patrole. W newralgicznych miejscach istnieją stałe punkty kontrolne, gdzie skanowani są przechodzący i ich bagaż. Taką kontrolę przeszedłem przed Ścianą płaczu. Podobną kontrolę mieliśmy wjeżdżając z terytorium Zachodniego Brzegu do Izraela na checkpoincie na drodze 90. Musieliśmy odpiąć sakwy, które przeskanowano na taśmie. Nigdzie nie stanowiło to utrudnienia. Wzdłuż granic z Palestyną ciągną się ogrodzenia, zasieki lub wysokie mury.

Wcześniej czytałem oczywiście o atakach rakietowych ze Strefy Gazy na Tel Awiw i od północy z Syrii. Obrona przeciwrakietowa, zwana Żelazną Kopułą jest na tyle skuteczna, że zestrzeliwuje rakiety lecące na miasto, ale zdarza się, że spadają zabójcze odłamki. Mieszkańcy znają zróżnicowany dźwięk syren alarmowych.

Comments