Rowerowy rekonesans mierzei jeziora Kopań

Rowerowy rekonesans mierzei jeziora Kopań

     W najwęższym miejscu na mierzei jeziora Kopań

Opis jednej z jesiennych wycieczek rowerowych, której trasa wyniosła ponad 100 km, a powrót do domu nastąpił w ciemnościach. Kolejny raz kilkuosobowa grupa potwierdziła starą prawdę, że na rower nie ma złej pogody, może być jedynie nieodpowiedni ubiór.

Wyjazd w rejon Darłowa i Jarosławca planowany był od dawna, ale latem wabiły inne okolice. Zresztą, latem to każdy potrafi pokonywać dłuższe trasy... Pozostały nam już tylko krótkie jesienne dni. Czekał nas powrót po zmroku. Również pogoda mogła spłatać figla i temperatura wahała się około 5 stopni. Na początku nie sprzyjał również przeciwny wiatr. Wybraliśmy bezpieczną trasę wiodącą bocznymi drogami przez niewielkie wioski i dukty leśne. Największe obszary leśne przejechaliśmy w rejonie Starego Krakowa. W Krupach przecięliśmy średniowieczny Szlak Cystersów, podziwiając XIV wieczny gotycki kościół i nieliczne XIX wieczne zagrody szachulcowe. W dolinie Wieprzy, niedaleko Zielnowa, natknęliśmy się na pasące się we mgle, duże stado bizonów amerykańskich. Najciekawszy odcinek trasy to przejazd wśród lasu, kilkukilometrowym wałem przeciwpowodziowym na mierzei jeziora Kopań, gdzie z jednej strony było wzburzone morze, a z drugiej wody jeziora. Przywodziło to na myśl nasz wcześniejszy przejazd wzdłuż Helu, na który przypłynęliśmy statkiem z Gdańska w sztormowym wietrze. W jednym miejscu mierzeja ma zaledwie kilkadziesiąt metrów szerokości. Kilka lat temu w czasie groźnych sztormów, dochodziło tu do przelewania wód morskich do jeziora. Przytaczam tu historyczne zdjęcia z grudnia 2004 roku, gdzie w czasie kilku godzin groźnego sztormu, powalonych zostało kilkaset drzew! Dalej leśnymi dróżkami, po 15 kilometrach jazdy wzdłuż morza, dotarliśmy do Jarosławca. Miejscowość leży na klifowym brzegu, jednym z najwyższych w Polsce i stale jest zagrożona wskutek osuwania się zboczy. Obecnie trwają tu prace zabezpieczające, rzadko stosowaną metodą „gwoździowania", polegającą na utrwalaniu klifu betonowymi palami, tworzonymi poprzez zalewanie betonem pionowych i skośnych odwiertów. Prace będą zakończone w tym roku.

Znaczna część powrotnej drogi odbywała się po zmroku. Jaskrawo migotały światełka rowerów na pustej trasie. Nocna mgła dodawała tajemniczości. Dla kilku z nas było to nowe doznanie i ciekawy wymiar rowerowej wędrówki, chociaż niektórym bardziej odpowiadałaby taka jazda w lipcu, a nie w listopadzie. Po ponad 100 kilometrach dotarliśmy do domów i znowu zastanawiamy się nad następnym wyjazdem. Kolejny raz potwierdziła się stara prawda, że na rower nie ma złej pogody, może być jedynie nieodpowiedni ubiór.

Zdjęcia i opis na Moje Miasto MM2MIASTO.pl

Comments